Portugalia Wakacje

Temat: czy jeszzce bedzie spiewał?
Nie jest to wszystko proste i każdą sytuację należy rozważyc indywidualnie. Ja miałam przez 12 lat kanarka Kubę, o którym to już kilka razy pisałam. Właściwie to był kanarek mojej babci, którą się opiekowałam przez 6 lat, a tym samym i kanarkiem. Gdy babcia zmarła kanarek został w rodzinie. Kilka lat cierpiał na cysty piórowe. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co to za przypadłość. Pierwszy raz, gdy pojawiła się cysta i należało interweniować moją pierwszą myślą było właśnie skrócenie kanarkowi cierpień i ukręcenie łebka. Przyszedł jednak znajomy miłośnik kanarków i zaczął mi go leczyć z udziałem weterynarza. Kanarek cierpiał na pewno, ale tylko w okresie pierzenia, potem radośnie śpiewał, fruwał, żył z nami. Zdechł w wieku 12 lat ze starości (zasnął na dnie klatki pewnego ranka). Nie wiem czy to dobrze, że nie posłuchałam impulsu i nie skróciłam mu życia o kilka lat, czy też dałam mu pożyć z bólem ale i radością.
To problem nieprzemijający dotyczący również ludzi. Nawet mnie to spotkało. Przeszłam drogę przez mękę 2-letniego leczenia nowotworu, ale ją wygrałam i teraz mogę cieszyć się życiem. Podczas leczenia też mogłam sobie pomyśleć, czy warto aż tak bardzo cierpieć. Jednak chyba warto.
Jedno jest pewne, gdy cierpieniom nie ma końca i nie ma nadziei na wyleczenie, jeśli ktoś ma takie zwierzę, humanitarne jest ulżenie mu w tym bólu. Ludzi się "leczy", eutanazja jest zakazana, ale zwierzęta mają ten większy komfort, że można im pomóc godnie odejść.
Źródło: konta.pirxnet.pl/~gliwickibaks/viewtopic.php?t=187